fbpx
KS SEMP Warszawa Stowarzyszenie Edukacji Młodych Piłkarzy
KS SEMP Warszawa

W wywiadzie z nami Michał Taras, koordynator akademii KS SEMP Warszawa, a jednocześnie trener ekipy seniorów w klubie, opowiedział między innymi o swoich początkach i doświadczeniu trenerskim, szkoleniu oraz o ciężkim sezonie pierwszej drużyny.

W przeszłości chciał Pan być trenerem czy piłkarzem?

Na pewno piłkarzem, od tego się zaczęło. Pasja od dzieciństwa. Na osiedlu w sumie dużo do wyboru nie mieliśmy, a piłka nożna była najpopularniejsza. Generalnie trenowałem pływanie i idąc na trening pływania, przechodziłem obok boiska, na którym były regularnie rozgrywane mecze. Raz, drugi, trzeci, spoglądając na nie, zamiast iść na trening pływania, poszedłem na boisko. Wychowałem się na Sadybie, na Mokotowie, i tam klub Polkolor Piaseczno organizował gry naborowe. Po tej grze trener zaprosił mnie na treningi, razem z kolegą jeździliśmy do Piaseczna, ale że było daleko, przenieśliśmy się bliżej do warszawskiej Agrykoli.

Jak wyglądała Pana przygoda zawodnicza?

Pół na pół. Fajnie szło do końca wieku juniora. Jestem wychowankiem MKS Agrykoli Warszawa, spędziłem tam 10 lat, od początku do końca. W piłce młodzieżowej miałem fajne wspomnienia, grałem w kadrze Warszawy, w kadrze województwa oraz w kadrze Polski U-16.

Skończyłem wiek juniora, przeszedłem do IV-ligowej warszawskiej Olimpii, później do III-ligowej Gwardii Warszawa, a następnie znowu do IV ligi do Delty Warszawa. Krótki epizod w Nasielsku w IV Lidze zamieniłem na RKS Ursus Warszawa, gdzie grałem kilka lat. Następnie były już krótsze epizody, ponieważ za czasów pobytu w Ursusie rozpocząłem pracę trenerską i w pewnym momencie zaczynałem się zastanawiać, co jest dla mnie bardziej interesujące, do czego mnie ciągnie.

Wszędzie na pozycji napastnika.

Dokładnie tak, w każdym miejscu grałem jako napastnik.

A jeśli mowa o szkoleniu, jakie były początki?

Pierwszą drużynę, którą objąłem, to był rocznik 89’. Byłem prosto po studiach , sam miałem niewiele więcej lat jak ci zawodnicy. AWF skończyłem w 2006 roku, a pracę w Ursusie zacząłem w 2005, więc to taka końcówka studiów, ale już byłem po kursie instruktorskim i w trakcie trenerskiego. Pracę trenera rozpocząłem ze względów finansowych, łączyłem wtedy bycie zawodnikiem i trenowanie, zawsze był to dodatek do pieniędzy, które otrzymywałem jako zawodnik pierwszej drużyny. Następnie przejąłem rocznik 93’, a kolejny to już nabór rocznika 99’ razem z 98’, który przekazałem współpracującemu trenerowi. W trakcie prowadzenia rocznika 99’ przeprowadziłem również nabór w roczniku 2003, który po roku przekazałem kolejnemu trenerowi. W trakcie pracy z rocznikiem 99’ zarząd zaproponował mi, ze względów szkoleniowych, przejęcie rocznika 2002, z którym pracowałem tylko 2 lata, bo łączyłem pracę z seniorami naszego SEMP-a.

Pełnił Pan także rolę koordynatora akademii Ożarowianki Ożarów Mazowiecki.

To był półroczny epizod. Mój znajomy, były zawodnik KS Ożarowianki, chciał wprowadzić pewne zmiany. Kiedy udało mu się dojść do władzy, zaproponował mi rolę koordynatora. Łączyłem tę funkcję z pracą w SEMP-ie. Do Ożarowa mam bardzo blisko, więc dałem radę pogodzić jedno z drugim. Niestety chyba tempo zmian, które narzuciliśmy w tym klubie, było za szybkie i klub wrócił do swoich starych pomysłów i przyzwyczajeń.

Ma Pan na koncie różne międzynarodowe kursy i staże trenerskie.

Przede wszystkim kurs Coerver Coaching, od tego trzeba zacząć. Pierwszy stopień odbył się w Warszawie, bardzo mi się to spodobało. Nadarzyła się możliwość rozpoczęcia pracy w strukturach Coerver Coaching Polska i pracowałem tam ponad 4 lata, z krótką przerwą. W ramach współpracy wyjechałem na zagraniczne szkolenie – Youth Diploma. Odbywało się ono w Bratysławie i prowadził je jeden z głównych trenerów Coerver Coaching na Europę – Scott Wright, który pracował indywidualnie m.in. z Garethem Bale’em. W Polsce odbyłem tygodniowy staż u trenera Stokowca w Zagłębiu Lubin i w ramach swojego kursu trenerskiego na UEFA A odbyłem staż w Legii Warszawa.

Mógłby Pan pokrótce wyjaśnić, na czym polega metoda Coerver Coaching, którą staramy się realizować w naszej akademii?

Mówiąc w skrócie, jest to trening periodyzacji technicznej, czyli skupiamy się głównie na jednostce, na rozwoju indywidualnym. Trening jest oparty o małe gry, fragmenty gier, sytuacje od jeden na jeden do cztery na cztery. Trening cechuje bardzo wysoka intensywność i organizacja pracy. Ideą nadrzędną jest jak największa ilość kontaktów z piłką, bo podstawą tej metody jest mistrzowskie panowanie nad futbolówką.

Czy w skali kraju jest to popularna metoda treningowa?

Jest to znana metoda. Trenerzy innych klubów niechętnie mówią że ją stosują, ale większość na pewno patrzy, inspiruje się i wykorzystuje jej elementy. Taki boom na to był 4-5 lat temu, teraz już każdy patrzy na to z przymrużeniem oka. Ja jako trener uważam, że ta metoda bardzo rozwija, daje duży wachlarz ćwiczeń, z których w każdej chwili można skorzystać, daje umiejętność modyfikowania ćwiczeń tak, aby stworzyć symulację warunków meczowych. Wydaje mi się, że na chwilę obecną jest to jedna z ciekawszych metod, które można stosować przede wszystkim w szkoleniu dzieci do 12 roku życia.

Jakie obowiązki wiążą się z funkcją koordynatora w KS SEMP Warszawa?

Zacząłem od wprowadzenia programu szkolenia PZPN. Bierzemy udział w programie certyfikacji, a jej wymogiem jest realizowanie programu szkolenia. Na chwilę obecną nasz jest jeszcze tworzony, więc przyjęliśmy program, który przygotował PZPN na podstawie programu szkolenia Akademii Młodych Orłów. Moim zadaniem jest wprowadzić i nadzorować te zmiany obserwując trenerów w codziennej pracy. To jest w tym momencie moje główne zadanie, jestem po to, żeby pracować z trenerami. Jestem na treningach, meczach, rozmawiam ze szkoleniowcami, przekazuję im swoje uwagi. Mówię, co bym zrobił w konkretnej sytuacji, pytam się ich, dlaczego robią akurat tak. Jest między nami taka merytoryczna rozmowa –  jeżeli trener potrafi mnie przekonać do swoich racji, to jest ok, jeżeli ja go przekonuję, to wtedy modyfikujemy treningi.

Co w sytuacji, jeśli trener ma swój pogląd na pewne kwestie i nie chce dać się przekonać?

Wiadomo, że każdy jest innym trenerem, posiada inne spojrzenie na piłkę nożną, natomiast musimy pamiętać jedno: to jest klub, a nie klubiki wewnątrz klubu. Każdy może mieć swój sposób, ale filozofii i polityki klubu pilnujemy się jednej. Z Krzyztofem Lizińczykiem, dyrektorem sportowym, od pół roku obserwujemy grupy młodzieżowe pod kątem naszego wzorca zawodnika, szukamy naszego klubowego DNA. Chodzi o to, żeby trenerzy mieli wizję oraz wyznaczony kierunek do tego, czego chcemy i czego szukamy. A w jaki sposób do tego dojdziemy – czy ćwiczeniem A czy ćwiczeniem B – to już indywidualna sprawa trenera, ważny jest efekt końcowy.

Czy w pracy koordynatora zwraca Pan uwagę na poszczególnych zawodników, doradza trenerom w kwestii ich rozwoju?

To element naszego projektu „Talenty SEMP-a”, gdzie chcemy identyfikować takich zawodników jak najwcześniej. Chodzimy, obserwujemy i układamy listę chłopców, którzy powinni zostać objęci naszym programem. Jest to element mojej pracy, żeby takich graczy identyfikować i odpowiednio kierować ich ścieżką rozwoju. Jeżeli widzimy, że zawodnik rozwinie się, grając w swojej grupie, to gra w swojej grupie, jeżeli uważamy, że rozwinie się bardziej, występując w innej, to wtedy przenosimy go do innej grupy.

KS SEMP to pierwszy klub, w którym pracuje Pan jako trener seniorów.

To nie jest moja pierwsza praca z seniorami – był jeszcze krótki epizod w Orle Zielonki, gdzie pełniłem funkcję grającego trenera. Byłem grającym asystentem w IV Lidze, ale przez kilka miesięcy. Pierwszą samodzielną pracą w seniorach faktycznie był SEMP. Nie był to dla mnie duży przeskok, ponieważ to jest bardzo specyficzna drużyna, powiedziałbym, że drużyna młodzieżowa grająca w seniorach. Na dobrą sprawę seniorów było kilku, każdy miał wiek seniora, ale byli to bardzo młodzi zawodnicy. Kiedy przychodziłem do drużyny SEMP-a 4 lata temu, to najstarsi zawodnicy mieli 21 lat, czyli relatywnie bardzo młodzi ludzie. W związku z tym łatwo było przejść trenerowi do seniorów, tym bardziej że parę lat wcześniej prowadziłem grupy młodzieżowe grające w jedenastkach, gdzie było więcej taktyki. Sam jako zawodnik widziałem wiele na różnych poziomach – zarówno klubowym, jak i reprezentacyjnym – przejście do tej pracy było dla mnie atrakcyjne, ciekawe, bardzo przyjemne i na chwilę obecną czerpię z tego dużą satysfakcję, przyjemność, chętnie przychodzę na każdy trening. Na ten moment nie zamieniłbym prowadzenia drużyny seniorów na zespół młodzieżowy.

Obecny sezon w wykonaniu seniorów nie zapowiada się zbyt szczęśliwie – 8 meczów, 4 punkty. Z czego wynika ten falstart?

Jest to dla nas bardzo ciężki sezon. Ze względu na dużą rotację niełatwo prowadzi się drużynę SEMP-a. Praktycznie co pół roku wymienia się jedną trzecią drużyny, przychodzi zawsze dużo młodych chłopców i żeby ten zespół się zgrał, stanowił fajną grupę, kolektyw, niekiedy brakuje czasu. W tym momencie jesteśmy w trudniejszej sytuacji, z drużyny odeszło trzech bardzo doświadczonych zawodników, którzy byli podstawowymi graczami i tworzyli kręgosłup drużyny – stoper Bartek Piec, doświadczony zawodnik z występami w IV i III Lidze, Daniel Ludynia, nasz były kapitan, bramkostrzelny piłkarz, na którym była oparta ofensywa i Przemek Piekarz, który dostarczał nam wielu bramek, chłopaki mieli duże pojęcie o piłce, odpowiedni wiek, by kierować tą drużyną. Tracąc w jednej rundzie tak wartościowych piłkarzy, a uzupełniając skład wyłącznie młodymi zawodnikami, bo tylko taką mieliśmy możliwość, łatwo nie jest. Gra się poprawia, ale niestety, jak to przy młodej, niedoświadczonej drużynie, jeden, dwa błędy, strata bramek i nie jest łatwo odrabiać.

Pozytyw stanowi wygrana 8:0 z rezerwami Błonianki.

Taka rodzynka w cieście, można powiedzieć. Mecz, w którym wszystko nam wychodziło. Przeciwnik nie narzucił nam aż takiego wysokiego tempa, natomiast my tego dnia byliśmy w świetnej dyspozycji, a przede wszystkim cechowała nas doskonała skuteczność, bo w innych meczach zagraliśmy poprawnie, mieliśmy swoje sytuacje, ale zabrakło finalizacji akcji. Gdybyśmy mieli taką skuteczność jak z Błonianką, to pod względem wyników na pewno by tamte mecze tak nie wyglądały.

Zawodnicy SEMP-a nie otrzymują wynagrodzenia za grę?

Faktycznie model drużyny tak ma wyglądać. To zespół oparty na wychowankach bądź takich lokalnych patriotach, którzy chcą grać dla SEMP-a. Nie jest prosto zebrać drużynę bez żadnych środków finansowych, walczymy z innymi klubami, które mają finansowanie w postaci premii meczowych, rzadko kiedy stypendia, drobne zwroty za dojazdy i dla zawodników, którzy pojawiają się w tej lidze, doświadczonych graczy dających jakość i przy których młodzi chłopcy mogą się uczyć grania w piłkę na poziomie seniorskim, SEMP nie jest pierwszym wyborem. Naszą jedyną zachętą są dobre warunki treningowe i możliwość rozpoczęcia ścieżki trenerskiej w akademii.

W wielu drużynach bywa, że zawodnik A-klasy otrzymuje około tysiąca złotych za występy w samych meczach, bez treningów. Czy to w pewien sposób nie psuje rozgrywek?

Ciężko powiedzieć. Myślę, że mądre podejście do tego tematu pomaga, natomiast rozdawnictwo byle rozdać faktycznie szkodzi. Po co są niższe ligi – po to, żeby grali młodzi chłopcy, ale z drugiej strony ten młody chłopak musi się od kogoś uczyć. Chciałbym mieć taki model drużyny i do tego cały czas dążę, żeby jedna trzecia drużyny składała się z doświadczonych zawodników, którzy wiedzą, jak zareagować w sytuacjach kryzysowych, jak zmotywować innych zawodników, a resztę stanowiła młodzież, która żywiołowością, zaangażowaniem i ambicją chce uczyć się, żeby przeskakiwać na dalsze poziomy piłkarskiej edukacji. Sytuacja, w której ktoś zbiera drużynę doświadczonych piłkarzy, którym płaci pieniądze, żeby awansować, też się zdarza, ale najczęściej w klubach, które posiadają małą liczbę drużyn młodzieżowych, a jakość tych zawodników jest niska i klub musi się w jakiś sposób ratować. Wielu jest pasjonatów piłki nożnej, którzy wynik w piłce nożnej stawiają ponad szkolenie.

Doświadczonych zawodników z przeszłością w Ekstraklasie czy gwiazd lokalnych boisk?

Wiadomo, że zawodnik z przeszłością w Ekstraklasie stanowi wartość nieocenioną, natomiast zawodnicy, którzy grali w niższych klasach rozgrywkowych też są bardzo wartościowi. Przemek Piekarz przyszedł do nas z Jedności Żabieniec, która występowała klasę rozgrywkową niżej i był wiodącą postacią ligi okręgowej, a miał aspiracje do tego, żeby zagrać jeszcze wyżej. Oczywiście na każdym poziomie można znaleźć kogoś, kto będzie pasował do modelu KS SEMP.

Czy dla zawodnika z rocznika, na przykład, 2002/2003 lepiej jest ogrywać się na boiskach niższych lig czy występować w rozgrywkach młodzieżowych?

Jeżeli zawodnik ma szansę się rozwijać w drużynie młodzieżowej, to możemy się zastanowić nad tym, czy go przerzucać do seniorów, czy jeszcze nie. Tu chodzi o rozwój indywidualny. Jeśli ma się od kogo uczyć – czy od przeciwników, czy od kolegów z drużyny –, a jego potencjał nie osiągnął, jak ja to mówię, „sufitu”, to niech gra. Natomiast jeśli już ten sufit osiągnął, to trzeba mu stworzyć nowe warunki, w których sufit będzie jego podłogą, po to, żeby znowu dążyć do dalszego rozwoju. To bardzo indywidualna kwestia i trzeba to zrobić umiejętnie, żeby piłkarz nie stracił pewności siebie, nie złapał szybko jakiegoś urazu, który zahamuje jego rozwój. Kwestia ta wymaga głębszej analizy.

O co grają seniorzy w tym sezonie ligi okręgowej?

Głównym naszym celem sportowym jest oczywiście awans. Nie powiem inaczej, bo mam swoje ambicje i w jakiej klasie rozgrywkowej nie będę grał, to zawsze będę dążył do tego, żeby być jeszcze wyżej. Cel szkoleniowy to zaś wypromowanie jak największej liczby młodych zawodników głównie z KS SEMP, ale też nie wykluczamy wypożyczeń i transferów ochotników z innych klubów, którzy chcą się u nas rozwinąć. Takim przykładem jest chociażby ostatnio Kacper Klinicki, który przyszedł do nas na sezon z Polonii Warszawa. Tu wracamy do poprzedniego pytania. Miał do wyboru grę w lidze wojewódzkiej w swoim roczniku, gdzie liga nie była zbyt mocna, lub zagrać sezon w seniorach, ponieważ po tym roku kończył szkołę i chciał grać wyżej. Wydaje mi się, że w jego przypadku, gdzie był motorycznie przygotowany, dobrze zbudowany fizycznie, piłkarsko rewelacja, dla nas stanowił wartość dodaną, a dla niego występy w seniorach na pewno były szansą rozwoju w dużo bardziej wymagających warunkach.

Jaki jest Pana cel na przyszłość? Silny zespół seniorski z wyższych lig?

Serce by chciało, a rozum i tak wie swoje. Na chwilę obecną jestem związany z SEMP-em, zaangażowałem się w klub najbardziej, jak mogę, obejmując funkcję koordynatora. Wiadomo, że jako trener seniorów mam ambicje i aspiracje do tego, żeby prowadzić klub w wyższej lidze. Na teraz, jeśli mógłbym prowadzić klub trzecioligowy, to byłoby to dla mnie optymalne. Czuję się na siłach i chętnie bym zobaczył, czy umiejętności, które posiadam na dzień dzisiejszy, są wystarczające do pracy na tych wyższych poziomach, czy jeszcze muszę się uczyć.

Rozmawiał Rafał Lipski